W zeszły weekend 15-16 marca mieliśmy wiele ligowych hitów w Europie. Zmieniła się sytuacja w czołówce w Ekstraklasie. Liderzy w Hiszpanii, we Włoszech i Francji umocnili się na swoich pozycjach i zwiększyli przewagę nad rywalami. Wracamy do najciekawszych meczów i sprawdzamy, jak wpłynęły one na rozgrywki i to, co będziemy obstawiać już niedługo.
Raków liderem Ekstraklasy, Lech spadł na 3. miejsce
Raków Częstochowa wygrał z Legią 3-2. Choć wynik wydaje się być wyrównany, to nerwowa była tylko końcówka. Po 47 minut gospodarze prowadzili już 3-0. Znowu gracze ze stolicy wzięli się roboty, dopiero gdy przeciwnik odjechał im już naprawdę daleko. Co ciekawe Goncalo Feio znowu otrzymał żółtą kartkę i obecnie ma w lidze ich najwięcej spośród wszystkich trenerów i… zawodników, bo aż 9.
W drugim hicie Jagiellona pokonała Lecha 2-1. Przez to Kojejorz osunął się w tabeli z 1. na 3. miejsce. Jako pierwsi gola strzelili jednak goście. To jednak niewiele dało. Jaga jak zwykle w ostatnim czasie była bardzo zdeterminowana i zwyciężyła.
Obecnie czołówka tabeli wpo 25 meczach wygląda następująco:
- Raków Częstochowa 52 pkt,
- Jagiellona Białystok 51 pkt,
- Lech Poznań 50 pkt.
Barcelona znowu strzeliła 4 gole i odwróciła losy meczu
Mecz Atletico Madryt – FC Barcelona był prawdziwym hitem. Gospodarze prowadzili 2-0 jeszce na 18 minut przed końcem. Wtedy decydujący okazali się Robert Lewandowski, Ferran Torres i Lamine Yamal. Ten drugi zagrał tylko 23 minuty, ale zdołał strzelić 2 gole. Poza tym sytuacji nie brakowało. Szczególnie po stronie Atleti. Podopieczni Diego Simeone mogli strzelić gola zarówno na 3-0, jak i 3-2. Tak się jednak nie stało i Barca wygrała.
Dzięki temu Blaugrana ma tyle samo punktów, co Real, który wygrał w sobotę na wyjeździe z Villarreal 2-1. Ciekawe wygląda też rywalizacja strzelców. Lewandowski ma 22 gole, a Mbappe 20. A tak prezentuje się pierwsza trójka po 28 kolejce (Barca ma rozegrany jeden mecz mniej):
- Barcelona 60 pkt,
- Real Madryt 60 pkt,
- Atletico Madryt 56 pkt.
Inter idzie po obronę tytułu
W niedzielę mieliśmy także mecz w czołówce we Włoszech. Atalanta Bergamo podejmowała Inter Mediolan. W przypadku wygranej gospodarzy przed przerwą na kadrę pierwsza trójka miałaby po 61 punktów. Tak się jednak nie stało. Inter wygrał i umocnił się na 1. miejscu. Ma obecnie 3 punkty przewagi nad Napoli i 6 nad Atalantą. Sam mecz nie porywał. Sytuacji co prawda nie brakowało, ale nie było to takie widowisko jak w Madrycie.
Inter Mediolan wraca do należytej formy i obecnie wydaje się, że jest mocniejszy niż Napoli. Przewaga w tabeli w przyszłości może tylko rosnąć, bo podopieczni Antonio Conte coraz częściej tracą punkty z niżej notowanymi rywalami. W ten weekend zremisowali bowiem z Venezią 0-0. A jak wygląda czołówka?
- Inter Mediolan 64 pkt,
- Napoli 61 pkt,
- Atalanta 58 pkt.
PSG zwiększa przewagę nad resztą stawki
Derbowy mecz mogliśmy oglądać także we Francji. PSG podejmowało u siebie Olympique Marsylię. Poprzednie 4 mecze to zwycięstwa Paryżan i to bez straty gola. Tym razem goście strzelili gola, ale nic on nie dał poza chwilową nadzieją. Po 1. połowie było 2-0. Taki wynik sprawił, że gracze PSG zwolnili tempo i przez to dali sobie strzelić gola. Pozwoliło to jednak tylko na nieco ponad 20 minut nadziei dla Marsylczyków.
Gole strzelali Dembele, Mendes i Lirola (sam.) dla PSG i Gouiri dla Olympique. Kwestia mistrzostwa jest już praktycznie rozstrzygnięta. W żadnej lidze z TOP5 nie ma takiej róznicy klas w samej czołówce. A tak wygląda tabela po 26 meczach:
- PSG 68 pkt,
- Marsylia 49 pkt,
- Monaco 47 pkt,
- Nice 47 pkt.
Newcastle z Pucharem Ligi
W Anglii rozgrywano zaś finał EFL Cup, czyli Pucharu Ligi. Newcastle pokonało Liverpool 2-1. Dla The Reds to druga istotna porażka w ciągu kilku dni. Przedtem przegrali z PSG w Lidze Mistrzów kończąc swoją przygodę w europejskich pucharach, a teraz zostali bez pucharu. Wydaje się, że Newcastle zrobili jednak o wiele więcej, by wygrać. Ponownie Mohamed Salah nie był sobą. To zadecydowało.
Newcastle strzeliło gola na koniec pierwszej połowy i z początkiem drugiej. Do bramki trafiali Burn i Isak. Bramka na pocieszenie łez dla Liverpoolu miała miejsce dopiero 94 minucie.